piątek, września 30, 2005

Never ending party...

I tak minął pierwszy tydzien wykładów na Akademii Ekonomicznej w Ezoterycznym Poznaniu. Jakby na to wszystko nie spojżeć studiowanie na AEP ma wiele plusów ale także kilka minusów. Plusem niewatpliwym jest to że mam paru fajnych wykładowców którzy mimo że sa niesamowicie wymagający i strasznie ostrzyna egzaminach to jednak wydaja sie bardzo fajni. Na szczególną uwage zastuguje tutaj legendarny matematyk prof. Matłoka zwany niżej Matłokiem który to na pierwszych zajęciach urządził nam ladna jazde ale tak naprawde to nigdy jeszcze ni byłem na tak dobrym wykładzie z matematyki. Naprawde Matłok dał popis jak zrobić wykład w którym cała sala bierze udział i w dodatku jest zajebiscie smiesznie. Innym ciekwym wariatem jest prof. Łuczyński który jest specjalistą od mikroekonomii. Koleś jest wariatem w dosławym tego słowa znaczeniu albowiem na pierwszych zajeciach gadał bezsensu i tak chaotycznie ze nic nie kapowałem poczym wyją Pismo Święte i zaczął czytać fragmenty które odnoszą sie do ekonomii. Kompletny debil. Zakupiłem też od niezłej laski komplet sciąg i wykładów oraz opracowanych pytań na egzamin z infekona który to jest już za pare miechów a wykładowczyni jest gorzej niż nudna i denerwująca. Innym plusem studiów w Poznaniu jest tanie jedzenie. Poznań jako miasto które ma największy w Polsce stosunek liczby studentów do mieszkańców (ok25%) obfituje w różnego rodzaju bary gdzie już za 6-7zł można się wzorcowo nawpierdalać. Minusem studiów na AE jest akademik. Który bynajmniej nienależy do AE tylko do AR i dlatego jest syfski i sa w nim glupi ludzie mimo że 75% z nich to studenci I roku AE. Kiedyś z kumplemi ustailiśmy sie w 10 w korytarzu akademika i zaczepialiśmy każdego kto przechodził poto żeby sie dołączył do imprezy to nikt nie kciał a połowa wogole nie kciała gadać. Lecieli sie uczyć zasad BHP żeby je zaliczyć albowiem zaliczenie z BHP było na podstawie obecności :D Ale już niedługo przenosimy sie do akademika AE. Wszystko to dzięki cioci Dominatora zwanego także Domatorem (albowiem dopiero raz spał w akademiku a mieszka już 2 tydzien tam) która to ciocia jest prorektorem na AE. Generalnie to fajna sprawą jest to że mam piątek wolny więc często będziecie mnie mogli zobaczyć w częśtochowie albo w innych miastach:D

piątek, września 23, 2005

Pyrowe Foki...

Tak tak tak.... Foka trzeci dzień przebywa w Poznaniu gdzie wkręca się w kolejne etapy studiowania na AE. Generalnie ladne jaja są. Przewszego dnia spisała mnie i Knage policja albowiem o 3 w nocy wracaliśmy z buta do akademika i w połowie drogi Knadze włączył się agresor i urwał plakat wyborczy jakiegos penisa z PO. Oczywiście pały szły akurat obok nas i była kiła. Genralnie to miszkamy w akademiku i jest super albowiem nic już się więcej nie da tam zniszczyć. Akademiki ma duzo atrybutów takich jak dzióry w ścianach, nieszczelne okna, rozwalony telewizor oraz inne kaszanki które sa nieźle klimatyczne. Także musimy się przenieść do jakeigos innego akademika jeżeli zwolnią się mijesca aby nas tam czcigodnie zaimplantować. Teraz oczywiście nie pisze ze swojego kompa bo w akademiku o takich luksusach nie ma mowy wiec pisze od Kasi Kulaj zwanej niżej Foczą Curą. Jak przystało na studenta nie jadamy regularnie ale zato bardzo tanio. Koło akademików jest Bostro gdzie za całe 5zł. możesz sobie zakupić pizze o średnicy 30zcm robioną ręcznie więc niezły klimat. Pizza naprawde dobra. Dobra spadam bo u Kąski dzisiaj wpierdalam kolacje bo tak jest fajniej. Narazie :) Ssijcie pałe

wtorek, września 20, 2005

Tragic ending...

5 years alone...

Czas epilogów...

Tak. Dzisiaj jest ostatnio dzień kiedy przebywam w Częśtochowie. Jutro już o 4 rano wyjeżdzam do Poznania poto aby tam sie ulokować i może nawet poszukać ajakiego mieszkania cobym mógł w nim mieszkać albowiem akademik syfiasty jest. Wczoraj była ostatnio przed moim wyjazdem wspólna impreza Strożkowa. Mało osób się odliczyło ale i tak było fajnie że na koniec sie jeszcze ze wszystkimi spotkalem. Impreza miała bardzo traumatyczny przebieg albowiem zabrakło dla nas nalewek. Musieliśmy się zadowlić tylko 2 nalewkami: Sambą i Wiśnią, z ktorych Wiśnia zaliczała się raczej do kategorii nalewek okrutnych. Niedomiar nalewek uzupełniliśmy płynami o złocistej barwie i przyjemnim smaku które zakupiliśmy w grocie. Wogóle jest juz tradycją że za każdym razem kiedy jesteśmy w Grocie to sobie siary narobimy. Wczoraj ogólnie było bardzo siarogennie albowiem Matyr nawalał Zalasa a Zalas Matyra plaszczakami po mordzie. Potem robiliśmy Matyrowi oczy ważki po środku groty a na koniec robiliśmy Surówce siare przed Jej Mamerą opowiadając jak to Olka sie nawaliła. Gerenalnie dzień był dość udany. Szkoda że dzisiejszy jest juz od rana do dupy :( Ci co wiedzą o co chodzi o to wiedzą o co chodzi :(

Księga Szczepana pt. 2

I Szczepan skrzywił się w uśmiechu
a ludzie poczeli spożywać: kaczki, leniwce,
orangutany, płatki śniadaniowe
oraz przetwory owocowe
I wiedział Szczepan że to było dobre
i że umieścił człowieków w miejscu bezpiecznym
oraz szczęśliwym na maxa.
Tak minął czas którego zmierzyć nie sposób.
Czas wolności i błogiej nieświadomości
która dopadała człowieków po wypiciu wina.
Jednak jeden warunek owej szczęśliwości był:
Jedno drzewo w nalewkowym Raju
nienaruszone być musiało.
Mimo że kusiło ono swoim pięknem
oraz pięknymi owocami w 1,5 litrowych butelkach
których smaku nikt nie znał a każdy kciał poznać
każdy omijał drzewo szerokim łukiem
i nawet nie śmiał nalewek-opadówek z ziemi podnieść.
Jednak pewnego dnia.
Metrosexualny wąż wijący się na zakazanym drzewie
przmówił do Żuli nabitych pod drzewem:
"Zerwijcie nalewke z tego drzewa albowiem jest Ona
nalewka światów! I Szczepan sie nie dowie i Wy będziecie szczęsliwi"
I Żule popchnięci entuzjazemem i niedopiciem zerwali nalewke
i Ja rozdziewiczyli i spróbowali i poczuli wspaniały smak
który są nutą smakową przypominał kopalnie w Tarnobrzegu.
I Szczepan rozgniewany i rozwścieczony
iż Żule Go nie posłuchali w największej łasce swojej
wygnał Żuli z Nalewkowego Raju i w srogej zemście zesłał na nich Kaca.
I cierpieć ludzie zaczęli albowiem kaca po piciu mieli
I żeby pić nalewki od tąd pracować musięli
bo Szczepan zabrał Im dostęp do darmowych nalewek w Raju.

niedziela, września 18, 2005

One last time...

"It doesn't make any sense
This tragic ending
In spite of the evidence
There's something still missing

One last time
We'll lay down today
One last time
We slowly fade away"

I tym oto jakże entuzjastycznym oraz radosnym akcentem pragnę rozpocząć kolejny post. Pisząc go zastanawiam się którym od końca post teraz pisze. Na 2 dni przed moim traumatycznym wyjazdem do Poznania odczówam głęboką pustkę oraz perfidne uczucie tego że wiele rzeczy które teraz robie są ostatnimi albo przedostatnimi w moim życiu. Zastanawiam się ile jeszcze razy będzie mi dane spotkać się z moimi przyjacółmi. Rozrzuceni po całej Polsce, skupieni na swoich sprawach, pochłonięci kolejnymi zaliczeniami, kolokwiami, egzaminami zatracą pewnie więź która nas dzisiaj łączy. Ile jeszcze razy będzie mi dane obudzić się we własnym łóżku we własnym pokoju? Jak często będzie mi dane widywać rodziców i dziadków? Niepewność jutra rodzi strach już dzisiaj. Wszystko wydaje się być bezsensu albowiem nic teraz nie wpływa na moje dalsze życie. To co pozostało to cienka stalowa nić która ciągnie mnie w kierunku al. Niepodległości 10 w Poznaniu. Nic innego nie jest ważne. Wewnętrzna sprzeczność. Wewnętrzny ból. Never ending pain, quickly ending life...

piątek, września 16, 2005

Genesis wg. Szczepana

Napoczątku było słowo...
I tym słowem Szczepan był...
I wszystkim było słowo...
I nic poza słowem nie było...
I z niezmierzonej ciemnosci wyłoniła się jasność
która rozbyłysła światłem tysiąca słońc
I przystąpił Szczepan do dzieła stworzenia
Napoczątku Szczepan stworzył niebo i ziemie
Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem:
ciemność była nad powierzchnią bezmiaru lip,
a Duch Szczepana unosił się nad lipami.
I rzekł Szczepan: "Niechaj stanie się świetlisty absurd!"
I stał się absurd świetlisty jak kaczuszka.
I widział Szczepan że absurd jest dobry
więc oddzielił Go od nudziarstwa
I nazwał Szczepan absurd absurdem
a nudziarstwo gniderstwem
I tak upłyną wieczór i poranek: dzień pierwszy
A potem żekł Szczepan:
"Niechaj powstanie sklepienie w środku win i
niechaj ono oddzieli jedne wina od drugich"
I tak powstały wina tanie i wina drogie i wina slodkie i wina siarzaste
i nalewki i muzgojeby i wszelakie sikacze oraz inne wina w łasce Szczepana
I widział Szczepan że to było dobre
A więc skrzywił się Szczepan w swoim groźnym uśmiechu
I wymówił słowa które stać się miały:
"Niechaj się staną ogórki, kubusie i inne przepitki
które pozwolą na konsumpcje przyjemnną
win i nalewek, wódek i piw
w łasce mej nieskończonej
i nie ograniętej amen!"
I ziemia wydała owoce wszelakie oraz soki i ogórki i inne przepity
I widział Szczepan że to jest dobre i że mądrość Jego jest nieogarnięta
I rzekł Szczepan w straszliwym gniwie:
"Niechaj się staną Żule: Zalasy i Foki, Waldki i Muchy, Matyry i Róże
które to będą dbać o bogactwo nalewek oraz win i wódek i piw i spirytów"
I stworzył Szczepan Żula na obraz swój
Ziemia zaroiła się od Zuli małych i większych które zaczeły sie troszczyć z największą
waliznością o napoje mocne i słabe aby tę nie czuły się samotne i żeby były radosne.
I widział Szczepan że to był dobre!
Po czym Szczepan Im błogosławił: "Bądźcie twardzi i pijcie abyście mogli głupoty wyprawiać
i imie me sławić na kolanach swych nędznych!"
I wiedział Szczepan że to było dobre!
I dnia ósmego Szczepan po robocie szkończonej
udał się na spoczynek i Nicnierobienie tym samym stworzył
które to tak Mu sie spodobało że do dzisiaj nicnierobi!
(KKK 12,32)

czwartek, września 15, 2005

Toster Tester...

Może i jestem idiotą. Może i mam 49 daunów, 36 parkinsony, 22 heinemediny i 42 wenerki oraz 1 guz mózgu ale wpdałem na zajefajny pomysł. Znaczy to nie jest fajny pomysł ale raczej ciekawy. Rdzeń tego pomysłu wynika z chorej facsynacji metodami alfanumerycznej reprezentacji zjawisk masowych. Otoż zawsze mnie interesowała demograficzno-skalana technika rejestracji przepływu ludności. I tak stwierdziłem że taki przepływ ma także miejsce w sieciach teleinformatycznych tudzież intranetrycznych albowiem nie ważna jest fizyczna mobilność jednostki badanej lecz jej mobilność wirtualna. Z tego powodu zdecydowałem sie przeprowadzić test który wykaże mi stopień mobilności wirtualnej użytkowników mojego bloga. Do testu potrzebni będa użytkownicy oraz umiejętność pisania. Więc start! Test będzie polegał na tym że każdy kto przeczyta ten post (ładnie musi być wytrzymały żeby to przeczytać) weźmie i wpisze jakis byle jaki komentaż. W wyniku takiego działania będe wiedział ile osob odwiedza moją stronę oraz jacy są wytrzymali na długie zdania ze skomplikowanymi slowami. A więc prosze o wpisy i szczerze dziekuje. Mam nadzieje ze nie bede mial niemilej niespodzanki :D

środa, września 14, 2005

Akademia Alkoholiczna

"Waldek! Ja gdzieś leże! Nie wiem gdzie! A teraz biegne poto zeby było ciszej!"... Tak to zdanie wypowiedziane przezemnie najlepiej charakteryzuje event w którym wziąłem udział o dzwięcznej nazwie ADAPT 2005 AE Poznań. Wyjazd generalnie fajny. Dużo ludu poznałem lecz nie pamietam za wiele imion albowiem były to najczesciej kontakty poalkoholowe. Szkoda tylko że nie poznałem zbytnio ludzi z Parlamentu Studenckiego. Zato zgadałem się z 3 kolesiami ze starszych lat którzy przyjechali na oboz rozwalonym jeepem własnej produkcji i przywiezli ze soba na 5 dni 28 butelek Luxusowej. Innym rekordzistom był niejaki Góral który rzywiózł jakos 12 litrów samogoniastego spiryta ktróry spożywał wraz z nami. Góral miał także tą cechę że jako jedyny sam sobie lał karniaki albowiem mowił że to za kare że nie pije i tak jak my pilismy 2 kolejki to On między jedną a drógą walił sobie 2 karniaki z czystego spiryta. Generalnie to po 21 cała zamieniała sie w jedą wielką spożywalnie alkoholu. Imprezą która chyba najbardziej utkwi mi w pamięci to ta w której wypilismy 6x0,7 na 4 osoby a potem jeszcz 0,5 na 2. Sformułowanie "utkwi mi w pamięci" ma wymiar czysto symboliczny albowiem pierwszy raz w zyciu bylem na imprezie z ktorej pamietam tylko jak pilismy i to nie do konca.... a potem obudziłem sie w lóżku. Byłem rpzekonany że to moje ale okazało się że chyba nie moje. Poszedłem do pokoju a w moim spala jedna laska. Raz z imprezy wróciłem wtedy gdy kumple z pokoju wychodzili na śniadanie. Wielkrotnie chodziłem po jakis lasach w całkowitych ciemnonściach. Generalnie było zajebiście. Rozsławiłem także na całą Akademie napój Bogów zwany Lipa z Miodem. Wyjazd fajny był także ze strony organizacyjnej. Dużo było zajebistych wykładów/gier (niektóre po angielsku) prowadzonych przez różne organizacje studenckie. I tyle. W sumie nie bede opisywał całego wyjazdu bo poco. Opowiem jak będzie czas. W sumie chujowy ten post. Pozdrawiam pielgrzymów z Polski!
PS: poznałem laskę która miała ok 300pkt na SGH i sie dostała i zrezygnowała bo powiedziała że Poznań fajniejszy :D

niedziela, września 04, 2005

A ja lubie konie......

Generalnie to kaszanka. Postanowiłem sie wypowiedzieć na temat karkołomnego widowiska jakiego stałem sie faktem przedwczoraj i do dzisiaj nie moge sie otrzącnąć. Mianowicie chodzi o wybory Miss Polonia 2005. Kurde ludzie! Kurde pany! Normlanie powiedcie mi drodzy przyjaciele jakim trza być kartoflem żeby brać w czymś takim udział? Laski zajebiste i chyba żadnej bym z łóżka nie wygonił ale takie głupie że aż żal kakowe oko ściska. Zajebistymi tekstami strzelaly: "Studiuje zarządzanie i marketing ale w przyszłości kciałabym prowadzić program motoryzacyjny" albo "Dzisiaj są moje urodziny dlatego kcialabym pozdrowić producetnów programu". Ja nie wiem co za kulfony i moniki im te teksty wymyslali bo noramlnie same chyba by na to by nie wpadly. Jedna była odemnie ze studiów więc myślałem że powie coś bardziej do rzeczy ale też walneła jak kapuśniak. I wogóle laski myślały że są fajne bo pokręcą dupami i będą wtedy zajebiste i dostaną zato niewiadomo co. Ręcę opadają. Cie choroba. Wogóle to kciałem niniejszym zainicjować przerwe w dostawach glupot finansowanych przez mojego bloga albowiem tomorow Foka is going by pociąg nach Poddębice where Adapt is.

piątek, września 02, 2005

Live Scenes From Memory...

1st International Nalewka Fest

Jak doniosły wszechobecne media wczoraj w godzinach wieczornych odbyło się kolejne spotkanie z cyklu "Z kamerą wśród nalewek". W spotkaniu wzięła udział stara ekipa nalewkowa zubożona o Muczasa ale zato wzobgacona o Femi oraz Szczepana. Ninejszym we wczorajszym programie zostały zaprezentowane takie cudeńska światowego przemysłu siarczanego jak Domator Malina, Super Cola, Samba oraz Porzeczka Mocna. Nową nalewką świata została Samba której wspaniały bukiet smakowy oraz aromat powaliły konsumentów na chodnik. Cała impreza generalnie obfitowała w groteskowość oraz w niespotykaną ilość absurdu które połączone z chorobą psychiczną uczestników dały w rezultacie niewyobrażalną dawke kreatywności szczętnie wykożystaniej do tworzenia nowych trendów w modzie nalewkowej. Poza starymi numerami typu sikanie na środku skrzyżowania zostały opatentowane nowe atrakcje takie jak pokazywanie gołych pośladków samochodom stojącym na skrzyżowaniu, jeżdzenie wózkiem po parkingu Obi załadowanym żadkim towarem zwanym pod nazwą 'Zalas' oraz robienie fali meksykanskiej dla WalTatera. Fala rodem z mexyku coprawda nie wyjszła wogóle bo WalTater zawrócił jak nas zobaczył ale to sie nie liczy. Liczą sie szczere chęci pofalowania. Duża część imprezy odbyła się na drzewie marki wierzba które to drzewo przy pomocy swoich konarów umilało nam konsumowanie nalewek oraz dostarczało niezapomnianych atrakcji wizualnych. Bóg nad nami czówał że sobie nic nie zrobiliśmy. Oczywiście to nie koniec artakcji albowiem Foka został obdarzony przez los nowymi doznaniami nawet po zakończeniu imprezy. Otóż po przyjehcaniu do Fokchaty Foka w sposób całkowicie empiryczny odkrył że zapchał Mu sie klucz marki Gerda i że nie może otworzyć drzwi. Klucz ten jest a kształcie rurki do której często gęsto dostają sie różnorodne parochy i inne farfocle rodem z kieszeni co w skuteczny sposób uniemożiwia utworzenie wrót do Fokchaty. Foka oczywiście mógł zapukać ale jako że był nawalony jak stodoła w żniwa to postanowił oczyścić klucz chałupniczym sposobem siedząc na schodach oraz dłubiąc w owym kluczu drewienkiem urwanym ze szczotki. Próbował również napełniać klucz wodą ale to nic nie dawało a drewienko się ciągle łamało. Jednak Foka wiedzony swoim geniuszem bo 30 minutach wpadł na pomysł odgięcia kułeczka przy kluczu i podułbania kółeczkiem co przyniosło natychmiastowe rezulataty i wrota zostały roztwarte. I to tyle na temat wczorajszego pięknego dnia. Jeżeli któś pamięta jeszcz coś czego ja nie pamiętam niech napisze w komentarzach albowiem troche rzeczy nie pamiętam. Możecie tez napisać co było po tym jak pojechałem takówką której omało nie pokazaliśmy gołych dup.
PS: Szczepan dostaje żółtą kartkę bo nie kciał pokazywać gołej dupy.
PS#2: Róża i Matyr dostają pochwałę od stowarzyszenia za pokazanie/pomachanie gołymi pitolami.

czwartek, września 01, 2005

Olewam Cie PiSsem prostym....

Tak dzieci. Dzisiaj 1 wrzesnia czyli rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Jutro 2 września czyli rocznica zakończenia tej samej wojny. Szkoda że nie jest to ten sam numerek rocznicy. Ale tak naprawde 1 września każdego roku rozpoczyna sie wielki dramat małych obesranych dzieci które lecą do szkoly poto żeby sie tam opierdalać. W sumie to licea też lecą sie opierdalać ale Oni nie są ani mali i w dużej mierze nie są obesrani. Tak. A my studenci (ale to dumnie brzmi) mamy jeszcze niecaly miesiąc wolnego. Szkoda tylko że naprzykład u mnie nie wiedzieć czemu wszystko zaczyna sie 22 września ale się tym nie zrarzam i nienerwowo drape sie po jajach całymi dniami. Jakby wszystko poszło dobrze to pojechalibyśmy dzisiaj z Zalasem i Klocem do Swarzędza pod moim nowym rodzinnym miastem Poznaniem gdzie dzisiaj ma sie odbyć koncert Sweet Noise, Pidżamy Porno, Peji i jeszcze innych pyrowskich zespołów. Jednak nie pojechaliśmy bo musze jechać do obesranego i obżyganego z góry do dołu Krakowa aby sie tam czcigodnie wypisać z jebanej Akademii Ekonomicznej im. Hemoroida Stefana bo potem wyjeżdzam (znaczy w poniedziałek) i chuj, dupa, kapusta, bakłażan, serwetka, kabanos, dupa. Wogóle jak zauwarzyliście nie mam dzisiaj jakby o czym pisać więc już sie nie kompromituje i kończe. Pochwa!