poniedziałek, kwietnia 24, 2006

Moja ulica murem podzielona!

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej stronie kuchenka

Moje ciało murem podzielone
Dziesięć palców na lewą stronę
Drugie dziesięć na prawą stronę
Głowy równa część na każdą stronę

Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony

Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia
Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia

niedziela, kwietnia 23, 2006

Harverster of Sorrow...

Żniwo smutku w krainie cierpienia.
Łupina orzecha rozpadła na dwoje.
Człowiek który utracił coś czego nigdy nie miał
To czego nie ma boli najgorzej.

Przestało mnie zachwycać to, że potrafię nazwać moje uczucia,
że potrafię opisać sytuację, w której się znajduję.
To nie jest już nawet ujście dla emocji.
Została tylko gorycz, żal, smutek..
zostało gdzieś głęboko i nie da się wyrzucić tego z siebie.
To czego nie ma boli najbardziej.

Pamela feat. Foka

piątek, kwietnia 21, 2006

20xNIE

Nie zrealizowane zamierzenie
Nie zrealizowane marzenie
Nie rozwiązane równanie.
Nie oznaczony wieczór.

Nie odpowiednia osoba.
Nie odpowiednia pora.
Nie odpowiednie miejsce.
Nie odpowiednie karty.

Nie trafna decyzja.
Nie trafny pomysł.
Nie sprzeciwiający się sprzeciw.
Nie wypalona idea.

Nie wypite wino.
Nie zaleczona rana.
Nie napisana wiadomość.
Nie spakowana torba.

Nie wypełniona pustka.
Nie umarła nadzieja.

Nie nie ma tu nikogo.
Nie jestem tylko ja.

wtorek, kwietnia 11, 2006

Lewa strona cała wygaszona...

Asymetria uczucia, asymetryczny ból...

Warsaw Double Vodka Fest "Potężnie"

I tak postnowiłem dzisiaj zrobić to co zrobić już dawno miałem. Oto opisuje moją chwalebną podóż do stolicy Polski B czyli Warszawy gdzie to włąśnie napotkałem na mego zioma Waldemara i innych pobratyńcow takich jak Chudy, Fedzik czy inni. Poznałem także żone Chudego zwaną Moninszonem a także słąwetnego Szarka zwanego Tuńczykiem. Spotkanie jaknajbardziej hardkorowe oraz spektakularne na maksa. A wszystko to na maksa spontaniczne.
I tak w piątek o ktorejś tam czasu środkowoeuropejskiego zazwonił do mnie don Waldemarro z chwalebną propozycja abym przybył o niego w celu wypicia jakiejs wódki czy zaśpiewania jakiejś Roty. Oczywiście sie zgodziłem i następnego dnia o 14:00 wylądowałem z całym majdanem na dworcu Centralnym w Warszawie (stolica Polski B jakby ktoś nie wiedział). Cała akcja była bardzo spektakularna. Udaliśmy sie do chaty Waldemara gdzie wpierdoliliśmy jakieś kluchy z czymś tam i stwierdziliśmy że warto by sie napić tak po obidku wódki. I tak o godzinie 15:00 czasu środkowoeuropekjskiego Waldemar otworzył pierwsza 0,7 tego dnia. Ale jako że ani Waldemar ani ja za kołnież nie wylewamy to okazało się że flaszeczka zostąłą dośc szybko opróżniona. Więc otworzyliśmy drógą a potem jeszcze trzecia tym razem juz 0,5. I tak o 16:30 byliśmy tak najepani że nie wiem co sie działo. Z relacji Chudego i Moniszona można tylko wywnioskować że po pijaku gadaliśmy z jakimś Hiszpanem który patrzał sie na nas jak na skończonych pijaków ale i tak zdecydował sie zamieszkać z Waldemarem i coś tam jeszcze robiliśmy. W każdym razie rano znaleźliśmy na podłodze skarpetki Lidki wypełnionne jakaś kiełbasa i podarte rajstopy także tej samej Lidki które Waldemar w napływie fantazji próbował założyć. Ale na piciu się nine skończyło albowiem jak prawdziwi maratończycy jeżęli chodzi o picie wytrzeźwieliśmy po 4-5 godzinach i postanowiliśmy isć do niejakiego Witolda na impreze. I jak przystało na wyżej wymienionych maratończyków tam także zaliczyliśmy najebanie się. Czyli jak wynika z prostego rachunku zaliczyśliśmy 2 hardkorowe maratony w ciągu jednnego dnia. Wielkim finiszem drógiego maratona było żyganie Waldka do widny a Foki sikanie do kwiatków na korytarzu bloku Witodla. Po skończonej imprezie postanowiliśmy w Waldemarrem udać sie na spoczynek do hasjendy don Wala i tutaj był problem. Albowiem najpierw nie byliśmy w stanie sforsować furtki bo sie otwierała do wewnątrz a my o tym nie wiedzieliśmy oraz trza było wezwać taksówkę. Taksa była o tyle skektakularna że długo nie przyjeżdzała. A powód był bardoz rposty albowiem Waldemar w przypływie radości z tego że dzwoni telefonem zapomniał że jesteśmy w Warszawie a nie w Częstochowie i zadzwonił na TeleTaxi w Czwie i kazał im jechać na Kruczą w bok od Marszałkowskiej. Potem tradycyjnine pokazaliśmy dupe na skrzyżowaniu samochodowi i pojechaliśmy jakaś taksa do domu. Na drógi dzień rano o 10:00 pojchałem skacowany do domu. Oczywiście zapomniałem także zabrać mojego mp3 z domu Waldemarra alte to już inna historia.
Ssijcie pały!!!