Suma summarum...
9 miesięcy w Poznaniu, 275 dni na wygnaniu, i sam i z kimś i z kimś zupełnie innym. Piersza lekcją życia, bez parasola, bez płaszcza. Patrzyłem jak codziennośc mnie rozpłaszcza, ciężarem swoim. Błyskawiczna agonia relacji, rozpad wszystkiego na żecz nowego, obcego. Obcy w nowym świecie, niczym bezbronne dziecie, sami tego nie wiecie lecz sie pewnie dowiecie. Obcy we własnym domu, człowiek z innego świata, zagubiony, zmęczony lecz zawsze gotowy, aby walczyć. Zderzenie z nowym, wynik remisowy: gra sprawiedliwa o wartości zero. Substytucja starego na rzecz nowego, (lepszego?), lecz napewno innego, w inny sposób wartościowego. Wakacyjna tęsknota za szarą codziennością, to chyba dowód na dobro tego. Nowy wspaniały związek, coś naprawde nowego, w moim życiu, chociaż w trzech odsłonach. Dwa kierunki myśli, dwa światy, jedna droga.

3 Comments:
fajnie napisane i ujęte, podoba mi się
pierdolenie o szopenie ze sie tak wyraze :> trzeciaka mu brakuje i tyle, do pracy sie wez!
Marian! Wypierdalaj!
Mikjam :**
Prześlij komentarz
<< Home