środa, sierpnia 16, 2006

Annał...

Mimo trzęsących sie ze złości rąk i wypływającej przez zranione serce duszy pisze ten post aby uhonorować coś co miało nigdy nie przetrwać a jednak przetrwało tak długi czas. Dzisiejszego dnia o godzinie 22:47 minie dokładnie 1 rok odkiedy pierwszy raz napisałem posta na tym blogu. Nigdy nie myślałem że to sie uda. Mimo wzlotów i upadków, mimo lepszych i gorszych dni, mimo różnic w zdaniach i koncepcjach, mimo wszystkich przeciwności losu ten blog nadal trwa i mam nadzieje że trwać będzie. Ten blog może się wielu nie podobać. Niektórzy mogą uważać że jest mało śmieszny albo odrażający albo mało merytoryczny albo mało religijny. Ale to mnie nie obchodzi. Nawet ja sam moge uważać że to co pisze nie zawsze jest zgodne z moimi oczekiwaniami, że mój styl pisania nie ma zadowalającego mnie polotu, flowu. Ale tak łatwo nie pozostawie tego w co włorzyłem tyle pracy i tyle serca. Oto jestem ja! Stoje tutaj przed Wami, z obdartymi z szat uczuciami. Czytając tego bloga czytacie moje wnętrze, moje życie. Jedyne pytanie czy coś z tego rozumiecie. Sto lat, sto lat...
Foka

wtorek, sierpnia 15, 2006

Annał...

Mimo trzęsących sie ze złości rąk i wypływającej przez zranione serce duszy pisze ten post aby uhonorować coś co miało nigdy nie przetrwać a jednak przetrwało tak długi czas. Jutro o godzinie 22:47 minie dokładnie 1 rok odkiedy pierwszy raz napisałem posta na tym blogu. Nigdy nie myślałem że to sie uda. Mimo wzlotów i upadków, mimo lepszych i gorszych dni, mimo różnic w zdaniach i koncepcjach, mimo wszystkich przeciwności losu ten blog nadal trwa i mam nadzieje że trwać będzie. Ten blog może się wielu nie podobać. Niektórzy mogą uważać że jest mało śmieszny albo odrażający albo mało merytoryczny albo mało religijny. Ale to mnie nie obchodzi. Nawet ja sam moge uważać że to co pisze nie zawsze jest zgodne z moimi oczekiwaniami, że mój styl pisania nie ma zadowalającego mnie polotu, flowu. Ale tak łatwo nie pozostawie tego w co włorzyłem tyle pracy i tyle serca. Oto jestem ja! Stoje tutaj przed Wami, z obdartymi z szat uczuciami. Czytając tego bloga czytacie moje wnętrze, moje życie. Jedyne pytanie czy coś z tego rozumiecie. Sto lat, sto lat...

Czy ty wiesz, czy nie, że jesteś złym Buhha synem!?

Chlip...Taak...mniej wiecej tak....tyle że Foka jednak skłamał w tym poście - Sorry Foka ale temat o pierdzeniu i bekaniu sam mi się nasuwa... mianowicie jedyna osoba która przez Alina została oduczona od bekania i pierdzenia byłeś ty a to itak nie do końca. Więc nie siej tutaj swej szatańskiej propagandy i nie umniejszaj naszego prestiżu! Co więcej!! Alin sam również pragnął nauczyć się bekania Waldkowego jednak jej nie wyszło.

Ja również dodam coś od siebie do tej partii materiału w imię naszej spółki. Głównym hasłem wyzjazdu bezsprzecznie trzeba okrzyknąć słowo: Dziwko!! które choć nie jest naszym wymysłem jak np. "Wytrzeszcz paliszcza" było używane w absolutnie każdych okolicznościach. Powstało też znamienne pojęcie ATAKU GORYLA który to atak goryla jest szeregiem czynności wykonnanych sekwencyjnie przezemnie na Zalasie z "Uściskiem Cobry" i "Mieczysławem" włącznie. Atak goryla wiąże się również z wydawaniem gorylich dźwięków i podskakiwaniem na łóżku co Zalas określił jako groteskowe a czego wszyscy byliśmy świadkami.

Znamienitym elementem wyjazdu wydaje mi się również pierwszy dzień pobytu w Świnoujściu...z którego mama, która dzwoniła do mnie o 23 mogła by wywnioskować że grzecznie wcześnie poszliśmy spać. Bo owszem o godzinie 23 wszyscy już dawno spaliśmy jak aniołki...a zwłaszcza ja...mimo iż zostałem przez zalasa brutalnie na ziemię zrzucony. W zasadzie o przebiegu tamtego...hmm....wczesnego popołudnia :) dowiedzieliśmy się na drugi dzień poprzez wspólną wymianę zapamiętanych faktów (których ja niestety nie posiadałem zbyt wiele...) W każdym razie rysunki na moim czole i rozbite kolano były niewątpliwe doskonałymi dowodami w dochodzeniu. Również w czasie naszego poniedziałkowego "pikniku" miało miejsce mistrzowskie targowanie się przezemnie o 2 nalewki w sklepie. Kosztowały one boweim po 6.50 każda a ja chciałem nabyć 2 za 10 złotych. Brak pieniędzy skłonił mnie nawet do powiedzenia sklepowej wielkości gdańskiej szafy że jest "Piękna jak kwiatuszek" i 10 minutowe targi...Pani ze sklepu jednak była "Dziwką!" więc powiedziałem jej, iż jej mąż,(o którym w czasie całej sytuacji wspominała) jest idiotą że sie z nią ożenił i wyszedłem z dwiema nalewkami kupionymi jednak za 13 zł...Jednak nawet ten smutny fakt entuzjazmu zniszczyć naszego nie zdołał.

Bardzo ważnym elementem wyjazdu był również MMMMMMMMMMMMÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓZZZZZZZZGGGGGGG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - jeżeli ktoś chce się dowiedzieć cóż to takiego - odsyłam do Materaca...on chętnie każdemu pokaże co to znaczy...:D. Materac zaprezentował nam również inne sztuczki o których na łamach tego blogu jednak nie wspomne bo by mnie jeszcze zbił.

Taaaak....a żeby zakończyć tego posta coś z zakończenia wyjazdu... W przedziale jechaliśmy z przesympatyczną moherową babcią. Otóż moherowa babcia najpierw kazała wszystkim przesówać swoje plecaki gdyż ona chce (ona chce!!) żeby jej torba była dokładnie w tym miejscu, gdzie akurat wolnego miejsca nie było); następnie przez całą drogę czytała ambitną gazetę Fakt oraz jakieś moherowe pismo kościelne którego tytułu nie pamietem, z obrzydzeniem patrząc na nasze: Polityki ( a fe!) Focusy i o zgrozo "Świat Według Clarksona". Miała również to wielkie nieszczęście słyszeć naszą rozmowę w którym to foka powiedział: Zajebiście a później: Ja pierdole! co ją tak zbulwersowało że najpierw kazała nam uważać na słownictwo a potem wyszła i jechała na korytażu...poezja:D...

No to pa dzieci! Aha ja tez sie dołączam do Fasoli tzn. Kaczkinsa tzn. Foki :) z podziekowaniami za zajebisty wyjazd Dziwwwki!!

poniedziałek, sierpnia 14, 2006

Friendship never ends...

Dzisiejszego pięknego dnia chciałbym sobie pozwolić na krótkie podsumowanie tego co wydarzyło się w ostatnich dniach mojego życia (co nie znaczy że umarłem) albowiem myśle że było to bardzo spektakularne i napewno wszyscy czytający tego bloga z cebulami na oczach wyczekują mojej relacji z tych wydarzeń. Więc ruszamy.
Otóż tak. Zacznijmy może od miejsca które było świadkiem tych wydarzeń. Tym chwalebnym miejscem były 2 miejsca: Wrocław i Świn(i)oujscie i może leciutko Międzyzdroje. Jeżeli miałbym scharakteryzować te 2,5 miejsca to bym powiedział że Wrocłąw jest zajebisty bo jest ładny rynek i dobre i piwo ale ciągle pada, Świnoujscie jest do dupy bo siedzą tam tylko stupięćdziesięciosiedmioletni Niemcy z Wehrmahtu, a Międzyzdroje są fajne bo jest tam ostra pizza i fajny salon gier.
Mówiąc bardziej szczegółowo wydarzenia które miały miejsce w wyżej wymienionnych ośrodkach władzy nad herbatnikami miały najczęściej swój jedyny i nie powtarzalny schetmat który od wieków towarzyszy naszej ekipie wyjazdowej (Wal, Zal, Mat, Much, Fok). Schemat ten polega na tym że Wal budzi sie o 8 rano i tak Go nosi że musi wszystkich obudzić, potem wszyscy leżą do 12 w łóżkach żeby tak o 13 się przenieść na plaże tylko poto żeby tam dalej leżeć (ewentualnie można iść na spacer) w oczekiwaniu na wielki finał którym będzie wieczorne spożywanie alkoholu. W sumie jedynym nowym elementem tego wyjazdu było to że nastąpiła znaczna synteza naszej ekipy wyjazdowej z pewną ekipa dziewczyn w składzie: Alin Wielki, Różowa, Karp oraz Kieca. Ale to nie wszystko. Był też jeden dodatkowy uczestnik wydarzeń w osobie Mietka, który to Mietek bezczelnie ukrywał się całymi dniami gdzieś pod dywanem poto tylko żeby 3 krotnie ujawnić swoją obecność. Pierwszy raz ujawnił już się we Wrocku gdzie to z sobie tylko znajomych przyczyn bezwstydnie wyrzygał się do zlewu i wanny co spowodowało wielkie zamiszenie i wzajemną nieufność wśród uczestników wycieczki. Drugi raz ujawnił się już w przedostatni dzień pobytu w Świnoujściu poto żeby w do dzisiaj niewyjaśniony sposób naznaczyć ścianę przy której stało moje łóżko szeregiem kropek różnej wielkości również pochodzenia rzygowego. Trzeci raz Mietek nie miał już co robić więc z nudów pocio dziewczyna podpaski na kiblu i zostawił je na pastwę losu.
Generalnie nie moge zapomnieć także o pewnej młodej damie która przyłączła sie do nas i zwie się Alina. Wprowadziła Ona dośc dużo do tego wyjazdu albowiem większość czasu spędziłem z Nią przez co nie leżałem w łózku do 12 tylko chodziłem na spacery, pojechaliśmy sobie do Międzyzdroi, gralismy na automatach, jedliśmy pizze, chodziliśmy w nocy na plaże, rano jedliśmy jajecznice, szukaliśmy zupy pomidorowej, chodziliśmy do oceanarium i pływałem statkiem. Należy także dodać że Alina przepiła wszystkich moich kumpli na tej wycieczce co jest wyczynem napewno nie lada, oraz zmusiła Ich do zaprzestania pierdzenia i bekania co jest wyczynem tak nieprawdopodobnym że aż strach o tym myśleć.
Na tym kończe moją relacje. Na koniec chciałbym jeszcze wszystkim serdeczne podziekować za razem spędzony czas i wyrazić oczekiwanie że za rok znów się spotkamy na wakacjach (może tym razem w miejscu gdzie zamiast starych niemców są młodzi polacy).

PS: A oto jeden z najbardziej groteskowych tekstów jaki usłyszałem na tym wyjeździe:

(F)oka, (G)ość w barze z kebabem z wielkimi wytrzeszcoznymi oczami:
F: prosze rollo kebab
G: jaki?
F: mały
G: nie ma
F: to średni
G: nie ma
F: to jaki jest?
G: jest tylko duży
F: to poco sie Pan pyta jaki?

piątek, sierpnia 04, 2006

Rozwiązanie do testu na IQ...

A teraz moi mili jestem Wam wszystkim winny odpowiedzi na pytania które składały się na mój własny, pierwszy i wyjątkowy Test IQ.

Otóż prawidłowa odpowiedź która dawała odpowiadającemu IQ rowne 220 (czyli takie jak moje) brzmi:
"Ucho od kubka służy do trzymana kubka".

Wszystkie osoby które udzieliły odpowiedzi innej niż ta prawidłowa mają jakieś IQ z przedziału: <70;219>

Niestety nikt nie udzielił prawidłowej odpowiedzi dlatego nagrodę dla osoby o najwyższym IQ przyznaje sobie.

Foka

Joint Venture

Tak moi mili. Każdy kto kiedy kolwiek mial przedmiot pod tytułem Podstawy Zarządzania (ewentualnie SOiZ) wie że każde przedsiebiorstwo przechodzi w zwoim życiu pewnien cykl który składa się z pewnych etapów w których przedsiębiorstwo ma różne strategie i różne struktury. Zmiany w wymienionych elementach najczęsciej wywoływane są przez kryzysy. I tak nowe przededsiębiortsto zakładane jest najczęsciej przez paru młodych ludzi którzy mieli pomysł na coś... jak to by powiedział Farat... na jakiś biznes. Najczęsciej są to jacyś wynalazcy którzy wymyślili naprzykład nowy rewolucyjny termos i teraz zakłądają firmę która będzie zajmowała się sprzedarzą Ich wynalazku. Dokonują Oni coraz to nowszych udoskonaleń w swym wynalazku przez co firma może się rozwijać. Ale nagle przychodzi pierwszy kryzys nazywany kryzysem kreatywności. Ludzie nie mogą w nieskończoność wymyślać rewolucyjnych rozwiązań. I dlatego przedsiębiorstwo przekształca się w nowy twór który zajmuje sie najczeście rozwijaninem wypracownych już technologii i jest zarządzany już najczęsciej nie przez załorzycieli ale rpzez profesjonlaną kadre zarządzająca. Następuje rozwój przed standardyzacje.

Tak tytułm krótkiego wstępu teoretycznego chciałem zacząć to co chce teraz powiedzieć. Otóż mój blog jest właśnie takim przedsiębiorstwem które przechodzi właśnie kryzys kreatywności. Dlatego postanowiłem dodać mu troche nowej krwi i podzielić się nim z innymi. Wszak każdy wie że do rozwoju potrzeba dużo kapitału. I takim kapitałem jest właśnie Waldek który od dzisiaj także będzie tutaj troche pisał. Napewno przyciągnie to też więcej ludzi czytających tego bloga albowiem nie tylko moi znajomi będzą to czynić ale także Jego.

Foka

PS do Waldka: nie lubie tematów o pierdzeniu!!

TAko rzecze WAL

Ostatnio dowiedziałem sie ze jestem lanserem i ze uważam że jestem lepszy od innych...wiec wypadało by w moich nowych cechach i zainteresowaniach wpisac lansowanie sie...chyba...tylko nie wiem, czy bedac lanserem moge dopuszczać się pewnych zachowan które towarzyszyły mi w moim poprzednim nie - lanserskim życiu...(a więc do przedwczoraj).

Mianowicie na pierwszy plan wysówa się problem picia nalewek. Czy nalewki są lanserskie? Myśle, że jest to sprawa dyskusyjna i zależy od tego w jakich grupach społecznych zamierzamy się lansować. Nalewki mogą być bowiem wysoce lanserskie ale tylko w grupach wiekowych od 13-15 lat. Nalewkami można również lansować się w towarzystwie Żuli, aczkolwiek muszą być to Żule radykalne tzw. menele. Żul porządny nie pija bowiem nalewek co najwyżej wina tanie. Tak więc cóż mam czynić aby nie zepsuć mojego wizerunku lansera i szpanera pijąc dalej nalewki?

Pewien pomysł powstał w mojej głowie za sprawą Piotra L który to nosił do szkoły wysoce lanserski termos. Do takiego termosu można by Nalewkę wlewać aby móc się lansować za pomocą termosu w czasie picia ukochanego trunku, łącząc przyjemne z porzytecznym. Problem mógłby jedynie wzbudzić brak pary wydobywającej się z termosu wieć trzeba by daną nalewkę podgrzac. Podgrzanie nalewki zmniejsza jednak jej użyteczność i pogarsza walory smakowe...jednak dla lansu trzeba cierpieć...

Kolejnym problemem jest sprawa natury fizjologicznej - tzn. wydalanie z siebie nadmiaru gazów za pomocą otworu cielesnego, który normalnie służy do pompowania boską esencją szczepana - tak jak dziupla w drzewie. Nie owijając dalej w bawełne chodzi mi o dupe i o głośne pierdzenie. Głośnie pierdzenie - problem złożony i skomplikowany co prawda może być lanserskie ale tylko w bardzo ograniczonych warunkach. Np. Foka, nie dalej jak wczoraj doskonale wylansował się za jego pomocą tworząc płomień który oświetlił całą woprówkę i wzbudził niemały aplauz. Dodatkowo trzeba nadmienić że pierdnięcie może być lanserskie tylko w określonych grupach bardzo dobrze znających sie ludzi, przed którymi lansować się nie trzeba. Może także zmniejszyc prestiż o czym doskonale wie Materac.

Wydaje mi się, że jedyną metodą na pierdzenie nie psujące lansu jest metoda wynaleziona przez moją wspaniałą współlokatorkę (tak tak!! wspołlokatorkĘ), która kiedy nie chce piernąć głośno rozchyla pośladki za pomocą rąk. Według niej jest to doskonała metoda pierdzenia w towarzystwie tak żeby nikt się nie zorientował....hmmm....jestem ciekawy jak to wygląda....

Dalsze rozterki z życia prawdziwego lansera już niebawem bo ide na obiad.

Waldemar....Absolwent WSLiB (Wyższej Szkoły Lansu i Baunsu) oraz WSUZJLOD (Wyższej Szkoły Uważania Że Jestem Lepszy Od Innych)