Czy ty wiesz, czy nie, że jesteś złym Buhha synem!?
Chlip...Taak...mniej wiecej tak....tyle że Foka jednak skłamał w tym poście - Sorry Foka ale temat o pierdzeniu i bekaniu sam mi się nasuwa... mianowicie jedyna osoba która przez Alina została oduczona od bekania i pierdzenia byłeś ty a to itak nie do końca. Więc nie siej tutaj swej szatańskiej propagandy i nie umniejszaj naszego prestiżu! Co więcej!! Alin sam również pragnął nauczyć się bekania Waldkowego jednak jej nie wyszło.
Ja również dodam coś od siebie do tej partii materiału w imię naszej spółki. Głównym hasłem wyzjazdu bezsprzecznie trzeba okrzyknąć słowo: Dziwko!! które choć nie jest naszym wymysłem jak np. "Wytrzeszcz paliszcza" było używane w absolutnie każdych okolicznościach. Powstało też znamienne pojęcie ATAKU GORYLA który to atak goryla jest szeregiem czynności wykonnanych sekwencyjnie przezemnie na Zalasie z "Uściskiem Cobry" i "Mieczysławem" włącznie. Atak goryla wiąże się również z wydawaniem gorylich dźwięków i podskakiwaniem na łóżku co Zalas określił jako groteskowe a czego wszyscy byliśmy świadkami.
Znamienitym elementem wyjazdu wydaje mi się również pierwszy dzień pobytu w Świnoujściu...z którego mama, która dzwoniła do mnie o 23 mogła by wywnioskować że grzecznie wcześnie poszliśmy spać. Bo owszem o godzinie 23 wszyscy już dawno spaliśmy jak aniołki...a zwłaszcza ja...mimo iż zostałem przez zalasa brutalnie na ziemię zrzucony. W zasadzie o przebiegu tamtego...hmm....wczesnego popołudnia :) dowiedzieliśmy się na drugi dzień poprzez wspólną wymianę zapamiętanych faktów (których ja niestety nie posiadałem zbyt wiele...) W każdym razie rysunki na moim czole i rozbite kolano były niewątpliwe doskonałymi dowodami w dochodzeniu. Również w czasie naszego poniedziałkowego "pikniku" miało miejsce mistrzowskie targowanie się przezemnie o 2 nalewki w sklepie. Kosztowały one boweim po 6.50 każda a ja chciałem nabyć 2 za 10 złotych. Brak pieniędzy skłonił mnie nawet do powiedzenia sklepowej wielkości gdańskiej szafy że jest "Piękna jak kwiatuszek" i 10 minutowe targi...Pani ze sklepu jednak była "Dziwką!" więc powiedziałem jej, iż jej mąż,(o którym w czasie całej sytuacji wspominała) jest idiotą że sie z nią ożenił i wyszedłem z dwiema nalewkami kupionymi jednak za 13 zł...Jednak nawet ten smutny fakt entuzjazmu zniszczyć naszego nie zdołał.
Bardzo ważnym elementem wyjazdu był również MMMMMMMMMMMMÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓZZZZZZZZGGGGGGG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - jeżeli ktoś chce się dowiedzieć cóż to takiego - odsyłam do Materaca...on chętnie każdemu pokaże co to znaczy...:D. Materac zaprezentował nam również inne sztuczki o których na łamach tego blogu jednak nie wspomne bo by mnie jeszcze zbił.
Taaaak....a żeby zakończyć tego posta coś z zakończenia wyjazdu... W przedziale jechaliśmy z przesympatyczną moherową babcią. Otóż moherowa babcia najpierw kazała wszystkim przesówać swoje plecaki gdyż ona chce (ona chce!!) żeby jej torba była dokładnie w tym miejscu, gdzie akurat wolnego miejsca nie było); następnie przez całą drogę czytała ambitną gazetę Fakt oraz jakieś moherowe pismo kościelne którego tytułu nie pamietem, z obrzydzeniem patrząc na nasze: Polityki ( a fe!) Focusy i o zgrozo "Świat Według Clarksona". Miała również to wielkie nieszczęście słyszeć naszą rozmowę w którym to foka powiedział: Zajebiście a później: Ja pierdole! co ją tak zbulwersowało że najpierw kazała nam uważać na słownictwo a potem wyszła i jechała na korytażu...poezja:D...
No to pa dzieci! Aha ja tez sie dołączam do Fasoli tzn. Kaczkinsa tzn. Foki :) z podziekowaniami za zajebisty wyjazd Dziwwwki!!
Ja również dodam coś od siebie do tej partii materiału w imię naszej spółki. Głównym hasłem wyzjazdu bezsprzecznie trzeba okrzyknąć słowo: Dziwko!! które choć nie jest naszym wymysłem jak np. "Wytrzeszcz paliszcza" było używane w absolutnie każdych okolicznościach. Powstało też znamienne pojęcie ATAKU GORYLA który to atak goryla jest szeregiem czynności wykonnanych sekwencyjnie przezemnie na Zalasie z "Uściskiem Cobry" i "Mieczysławem" włącznie. Atak goryla wiąże się również z wydawaniem gorylich dźwięków i podskakiwaniem na łóżku co Zalas określił jako groteskowe a czego wszyscy byliśmy świadkami.
Znamienitym elementem wyjazdu wydaje mi się również pierwszy dzień pobytu w Świnoujściu...z którego mama, która dzwoniła do mnie o 23 mogła by wywnioskować że grzecznie wcześnie poszliśmy spać. Bo owszem o godzinie 23 wszyscy już dawno spaliśmy jak aniołki...a zwłaszcza ja...mimo iż zostałem przez zalasa brutalnie na ziemię zrzucony. W zasadzie o przebiegu tamtego...hmm....wczesnego popołudnia :) dowiedzieliśmy się na drugi dzień poprzez wspólną wymianę zapamiętanych faktów (których ja niestety nie posiadałem zbyt wiele...) W każdym razie rysunki na moim czole i rozbite kolano były niewątpliwe doskonałymi dowodami w dochodzeniu. Również w czasie naszego poniedziałkowego "pikniku" miało miejsce mistrzowskie targowanie się przezemnie o 2 nalewki w sklepie. Kosztowały one boweim po 6.50 każda a ja chciałem nabyć 2 za 10 złotych. Brak pieniędzy skłonił mnie nawet do powiedzenia sklepowej wielkości gdańskiej szafy że jest "Piękna jak kwiatuszek" i 10 minutowe targi...Pani ze sklepu jednak była "Dziwką!" więc powiedziałem jej, iż jej mąż,(o którym w czasie całej sytuacji wspominała) jest idiotą że sie z nią ożenił i wyszedłem z dwiema nalewkami kupionymi jednak za 13 zł...Jednak nawet ten smutny fakt entuzjazmu zniszczyć naszego nie zdołał.
Bardzo ważnym elementem wyjazdu był również MMMMMMMMMMMMÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓZZZZZZZZGGGGGGG!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - jeżeli ktoś chce się dowiedzieć cóż to takiego - odsyłam do Materaca...on chętnie każdemu pokaże co to znaczy...:D. Materac zaprezentował nam również inne sztuczki o których na łamach tego blogu jednak nie wspomne bo by mnie jeszcze zbił.
Taaaak....a żeby zakończyć tego posta coś z zakończenia wyjazdu... W przedziale jechaliśmy z przesympatyczną moherową babcią. Otóż moherowa babcia najpierw kazała wszystkim przesówać swoje plecaki gdyż ona chce (ona chce!!) żeby jej torba była dokładnie w tym miejscu, gdzie akurat wolnego miejsca nie było); następnie przez całą drogę czytała ambitną gazetę Fakt oraz jakieś moherowe pismo kościelne którego tytułu nie pamietem, z obrzydzeniem patrząc na nasze: Polityki ( a fe!) Focusy i o zgrozo "Świat Według Clarksona". Miała również to wielkie nieszczęście słyszeć naszą rozmowę w którym to foka powiedział: Zajebiście a później: Ja pierdole! co ją tak zbulwersowało że najpierw kazała nam uważać na słownictwo a potem wyszła i jechała na korytażu...poezja:D...
No to pa dzieci! Aha ja tez sie dołączam do Fasoli tzn. Kaczkinsa tzn. Foki :) z podziekowaniami za zajebisty wyjazd Dziwwwki!!

4 Comments:
Co do oduczania pierdzenia to sam musisz stweirdzic ze w towarzystwie Aliny ludzie raczej nie pierdzieli. A Mucza nawet sam sie przyznal Alinie że wstrzymuje :)
Wstrzymywalem tylko i wyłacznie dlatego ze primo - moc mojej dupy jest jeszcze ukryta i nie okreslona, czyli w skrocie slaba wiec za wiele wstrzymywac nie musialem po drugie primo sam o to cholernie zabiegales lancerze
MÓZZZGGG!!! MÓÓÓZZZGGGG!!!
Alina nikogo niczego nie oduczyła, po prostu nie jedliśmy wtedy sosu ze sfinxa ani niczego innego wiatropylnego więc, co tu dużo mówić: Brakowało nam natchnienia :(
Prześlij komentarz
<< Home