wtorek, stycznia 29, 2008

Dziadu wstawaj, nie udawaj!...

Cisza! Teraz ja mówię! Ogólnie najpierw chciałbym się usprawiedliwić że to że 3 dni nie pisałem. Po prostu byłem za schizowany egzaminem z Finansów Domów Publicznych którego podobno zdanie daje nam już literkę "g" do naszego upragnionego "mgr". Literkę "r" daje podobno Historia Myśli Ekonomicznej którą mam w przyszłym semestrze tak że za jakieś 5 miesięcy będę magistrem :D. Jednak po tym miłym początku dnia jakim był egzamin z FP muszę przyznać że zostałem na maksa zdenerwowany. Otóż moja Mała Foka Alinka zachorzała. Poszliśmy sobie do lekarzyka i muszę przyznać że jestem zniesmaczony tym wydarzeniem. Otóż to że polska służba zdrowia jest czystym reliktem PRL który rękami i nogami i stetoskopami broni się przed jakąkolwiek reformą to wie każdy. Jednak dzisiejsza wizyta w jakiś sposób pokazała mi jak jest chujowo i chujowiej jeszcze będzie. Otóż na samym wstępie zostaliśmy z Alinką miło zjebani przez grubą panią w recepcji za to że nie powiedzieliśmy Jej z jakiej jesteśmy kasy chorych. Ona jest pracownikiem i powinna się zapytać. Jak idę do McDonalda i proszę zestaw z mielonym szczurem to pani się mnie pyta czy chcę kolę czy fantę. Bo taka jest Jej praca. A pracą Pani w recepcji jest to żeby znalazła naszą kartę. A jak nie wie jak znaleźć to ma się zapytać. Bo za to Jej społeczeństwo płaci. Jak jej sie praca nie podoba to może się zwolnić. Potem siedzieliśmy 1,5 godziny w kolejce do Pani Lekarz. Pani Lekarz przez 1,5 godziny obsłużyła może z 6 osób, 3 razy wyszła do kibla, wypiła 2 herbaty i ogólnie nie sprawiała wrażania zainteresowania swoją pracą. Po czym wizyta u niej trwała 2 minuty w trakcie których nawet nie zajrzała Alinie do gardła tylko wypisała receptę na krople do nosa i jeszcze jakieś nie potrzebne rzeczy. Na dodatek głupi prukwa już drugi raz nam nie wpisała PESELU tak że leki które kupiliśmy nie zostały nam zrefundowane przez NFZ na który rocznie łożymy kilkadziesiąt miliardów złotych. I ta pani uważa pewnie jeszcze jak każdy lekarz że należy jej się 4000zł miesięcznie. Jedyny komentarz który może się nasunąć człowiekowi po takiej wizycie jest taki że poniekąd system ten jest dość sprawiedliwy i typowo komunistyczny i opierający się na modelu: Lekarze udają że pracują, państwo udaje że płaci. Tylko skoro tak jest to dlaczego wszyscy narzekają. Czy nie można w końcu poddać tego wszystkiego sprawiedliwej ręce rynku która zapędzie operdalających się lekarzy do roboty, tych którzy pracują solidnie wynagrodzi a pracjentom zapewni może i wolność wyboru między lekarzami i wysokiej jakości świadczenia. Czary goryczy dopełnił jeszcze raport opracowany przez Transparency International który sobie przeczytałem stojąc w przez 1,5 godziny w sześcioosobowej kolejce i który mówi że służba zdrowia jest najbardziej skorumpowaną instytucją w Polsce. Bardziej skorumpowane są tylko partie polityczne. Miałem też parę innych spostrzeżeń. Otóż generalnie nieźli byli ludzie stojący w tej kolejce. Była stara moherowa baba która się bezczelnie wepchnełą nam w kolejkę. Tak sobie myślę że pewnie odkąd PO wygrało wybory boli ją lewe oko i nawet już patrzenie na zdjęcie Jarosława Jej nie pomaga i dlatego teraz zwróciła się do lekarza. Był facet który ciągle opowiadał swojemu dzieciakowi o tym że stara baba jest zła i nieuczciwa. Jego dzieciak za to był nadpobudliwy i biegał ciągle w kółko. Ogólnie też była bardzo integrująca atmosfera bo była babka która opowiadała wszystkim o swoich chorobach, a miała ich tysiące. Na tym kończę moje wywody. Dziękuje za uwagę.

piątek, stycznia 25, 2008

Kupa z Biedronki...

Witam wszystkich ja. Dzisiejszy dzień był jednym z tych dni które nie obfitowały w nic poza emocjami. Miałem dzisiaj egzamin z Finansów Przedsiębiorstw Pogrzebowych. Ogólnie doktorek Kał Doński tak nas wszystkich ze schizował tym jaki ten egzamin będzie że rano doszedłem do takiego stopnia schizy że o mało się nie posrałem. Na egzaminie okazało się że test był dokładnie taki sam jak mieli ludzie rok temu. Nie muszę chyba mówić że rok temu była rzeźnia. W sumie rzeźnia była do tego stopnie że mimo że mieliśmy pytania to i tak na część nie umieliśmy odpowiedzieć. Tak że szok. Ale generalnie napisałem to co wiedziałem. Tego co nie wiedziałem to zmyśliłem i ok. Jednak nie będę się dzielił więcej tymi nieprzyjemnymi chwilami z Wami (ale mi się rymło). Dzisiaj opowiem Wam historię która zdarzyła mi się z 2 miechy temu. Historia jest krótka jednak bardzo pouczająca. W zasadzie nie jest to historia a raczej test na wyobraźnię. Pomyślcie jakie są miejsca w jakich można wdepnąć w kupę? Wiem że każdy może sobie wymyślić takie miejsca które są nieprawdopodobne i w ogóle groteskowe. Można pomyśleć o teatrze albo salce audiencyjnej Papierza ewentualnie prezydenta albo nawet na trawniku. Jednak przyznacie szczerze że widok kupy u prezydenta na dywanie byłby dość dziwny. Nawet jeżeli by była kacza. Jeżeli jednak myślicie że wszystkie te opowiastki z prezydentem na czele możecie schować między bajki z serii "O dwóch takich co ukradli księżyc" to się drogo mylicie. Dlaczego? Albowiem ostatnio przydarzyło mi się to o czym nie marzyłem w najbardziej perwersyjnych marzeniach. Otóż wdepnąłem w kupę po środku Biedronki. Tak tak... leżała sobie dumnie w dziale w napojami i czekała na mojego buta. Na domiar groteskowości jeden z pracowników owej Biedronki wszystko widział i chciał mi kazać posprzątać bo podobno rozniosłem. Bo gdyby nie ja to by ona sobie tam leżała i było by czysto a tak to ja wszystko zepsułem. Masakra... Idę walić głową w umywalkę z tego wszystkiego... narq

czwartek, stycznia 24, 2008

Mc Duck...

Dzisiejszy post nie będzie ani o władzy, ani o seksie, ani o przemocy, ani nawet o jedno okich złotych bażantach. Jeżeli jednak myślicie że zabraknie w nim skrajnych emocji to srogo się mylicie. Post ten opowie o kolejnej rzeczy którą dostrzegłem i która powoduje że całą noc nie mogłem spać. Zacznę od początku. Wczoraj z Foką Alinką udaliśmy się do McDonaldu coby skonsumować jakiegoś mielonego szczura. Wycieczka ta krajoznawcza została mi sprezentowana w nagrodę że dobrze mi poszło koło z finansów. I oczywiście jak to w Foczej Rodzinie bywa w takiej sytuacji to ja musiałem płacić za całe żarcie (na szczęście ostatnie Foka Alinka dostała 6 z egzaminu i teraz Ona wisi obiad w KFC). Jako że jestem duży to zjadłem sobie Big Maca a Alina zjadła sobie Wieś Maca. Ogólnie sielanka. Ale prawdziwego ciosu w przysadkę mózgową doznałem w momencie jak poszedłem z tacką do kosza coby zgrabnym ruchem dokonać ostatecznej eksterminacji śmieci które uzbierały się podczas biesiady. W tym momencie doszło do mnie że na każdym koszu na śmieci w każdym maku w każdym polskim mieście jest napisane wielkimi, czerwonymi litereczkami: "PROSZĘ NIE WRZUCAĆ TAC DO KOSZA. DZIĘKUJĘ". Ogólnie zastanawia mnie to. Pamiętam jak po raz pierwszy otworzyli maka w Częstochowie (każdy pamięta ten dzień) tych napisów nie było. Było to mniej więcej jak byłem w I-II klasie podstawówki. Napisy te pojawiły sie może z rok później. Tak naprawdę nigdy nie widziałem żeby ktokolwiek wrzucił tace do kosza. Ale pamiętam jak mój kolega kiedyś mi powiedział: "A ja to ostatnio wrzuciłem tace do kosza i uciekłem". Więc tacy ludzie się zdarzają. Ale to co mnie fascynuje to to że te napisy są nadal. Zwłaszcza że teraz kosze mają w środku takie kółka które powodują że żeby włożyć tace do środka powinniśmy najpierw ją połamać, potem pogryźć a na końcu dokonać jej rozszczepienia molekularnego. Czy naprawdę nadal są w Polsce ludzie którzy uważają że to jest super śmiesznie wrzucić tacę do kosza? Rozumiem że może ktoś nie wiedzieć jak obsługuje sie maka i myśleć że taca jest jednorazowa i można sobie ją tam wsadzić razem z niedojedzonymi szczurami. Wydaje się ze po 10 latach propagandy anty-wrzucaniowej-do-kosza każdy powinien jakoś wiedzieć że tak się nie robi. W Austrii jak byłem nigdzie nie pisało: "Bitte keine Tacen in der Koszen wrzucen". Więc w tego wynika że nadal są ludzie których to śmieszy. Ja też uważam że są śmieszni. Ale tylko w wyglądu.

środa, stycznia 23, 2008

Lineusz Sux and Darwin też: Anex I

Ogólnie dzisiejszy post będzie bardzo filozoficzny. Dla tych którzy nie pamiętają o co biegało w tekstach o Lineuszu i Darwinie chciałbym wyjaśnić że kiedyś wraz z ziomkami, po spożyciu ogromnych ilości wina z najniższej półki w najtańszym sklepie w najtańszej dzielnicy najtańszego miasta, stworzyliśmy nową teorię na temat segregacji zwierząt i ich ewolucji. Dzisiaj chciałbym zamieścić do tej teorii aneks który może kiedyś stanie się jej nowym rozdziałem.
Otóż o co chodzi. Generalnie na pomysł ten wpadłem tak jak każdy wielki człowiek wpada na swoje genialne pomysły: nie w laboratorium, nie w budynku uczelni ani nawet nie w mięsnym. Wpadłem na niego jedząc na śniadanie kanapkę z jajkiem i majonezem. I wtedy mnie olśniło. A w zasadzie zadałem sobie pytanie którego do dzisiaj nie do końca rozwikłałem. Otóż czy nie zastanawiało Was nigdy skąd wzięło się jedzenie? Tzn. jak to się stało że ludzie zaczęli jeść np. gotowane jajka? Albo pieczone mięso? Wydaje mi się że nie jest to takie błahe pytanie. Bo w sumie że niby jak to sobie wyobrażamy? Że jakiś tam pierwotniak z jaskini miał sobie ognisko żeby ogrzać swą pierwotniaczą dupę i jadł sobie przy nim surowego bobra. I nagle bóbr mu wpadł do ognia i tak smażył się przez 30 minut na wolnym ogniu. I po tych 30 minutach koleś go sobie wyją i zjadł i stwierdził że jest super dobre i teraz bobra zawsze będzie wkładał do ognia? Ogólnie jakoś mi się nie wydaje. Nie wiem czy w ogóle takiemu penerowi taki bóbr z popiołu by smakował. Ja wiem że nam się wydaje super pyszny i wszyscy lubimy bobra z ogniska. Ale np. kot czy pies które tak samo jak my uwielbiają bobry i piżmaki nie lubią ich jeść gotowanych tylko wolą surowe. I taki kolo z jaskini pewnie też by wolał. Jeszcze bardziej sprawa skomplikowana wydaje się z jajkiem? Że niby jakiś prymitywny hodowca kur postanowił że dzisiaj jajka wsadzimy na 5 minut do wrzącej wody a potem zjemy bo tak będzie śmiesznie? Myślę że nikt by na to nie wpadł. Nawet jeżeli to by lepiej smakowało. Patrzcie. Dzisiejsi ludzie nie mają skłonności żeby eksperymentować w ten sposób. Nikt nie ma ochoty wkładać kurczaka do galaretki owocowej mimo że może i to jest spoko i naprawdę dobre. Tak samo nikomu na przykład nie przyjdzie do głowy jedzenie chleba moczonego w sedesie pełnym wody w fasoli. Skoro nam to nie przychodzi na myśl to czemu jakiemuś bałwanowi z paleolitu przyszło na myśl żeby wsadzić żarcie (które pewnie miał raz na 5 dni bo wtedy sklepy słabo pracowały) do swojego kaloryfera... Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Ale za to odpowiedzi udzielę na rzecz którą odkryłem właśnie rozważając powyższe kwestie. Oczywiście nie zrobiłem tego sam (tylko z Draganem) bo najwięksi ludzie tworzą w grupach (Dragan nie jest duży). Otóż diozarły wyginęły bo jakiś właśnie prehistoryczny hodowca kur pokazał im jak się je jajka. I im to zasmakowało i zaczęły jeść jajka. A że były głupie i duże to jadły własne jajka. A że od jajek generalnie człowiekowi jest niedobrze (przynajmniej mnie) to potem puszczały pawia. I tak ani sie nie najadły ani nie miały dzieci. I wszystkie odwaliły kitę. I tyle. Poco tyle badań skoro jak zwykle okazało sie że jajko jest początkiem wszystkiego (w tym przypadku początkiem końca)...

wtorek, stycznia 22, 2008

Bober a'la Bober...

Opowiem Wam historię:
Były sobie 2 Bobry. Pewnego dnia, kiedy słoneczko świeciło a kwiaty pachły 2 Bobry wiedzione swoim bobrzym instynktem postanowiły coś zjeść. I tak udały się do lasu i znalazły tam piękne drzewo które w tym właśnie roku obrodziło w piękne i dorodne owoce. Bobry nie czekając na to aż ktoś im skosi taki skarb zjadły całe drzewo zostawiając owoce na ściółce leśnej (jak to Bobry). Po tej wzmożonej konsumpcji bobry udały się do swoich pozostałych 3 boberkowych przyjaciół. 3 Bobry też były głodne więc zjadły te 2 Bobry. I w ten sposób najadło się 5 bobrów.
Jest to typowy przykład na to że perpetum mobile istnieje. Innym przykładem jest Waldek który ma perpetum mobile bo każdą imprezę (wódka, paw, wódka, paw). Ale miałem dzisiaj napisać triller o tym jak zresetowałem kumplowi komputer. I co? I w zasadzie po tym jak powiedziałem o czym jest triller to opowiadanie go trochę straciło sens. I na pewno nie będzie już przynosił nikomu żadnego dreszczyku emocji. Dlatego postanowiłem opowiedzieć historię o Bobrach która jest bardzo emocjonująca i pouczająca. Ogólnie akcja z kompem była dość prosta. Było sobie kolokwium z Baz Danych. Pisałem sobie bazę danych i nagle wyskoczył komunikat że mój komputer zostanie wyłączony za 5 minut (taki wirus). Dlatego wysłałem swoje rozwiązania na serwer i żeby nie czekać aż mi się komputer sam zrestartuje postanowiłem chama nauczyć kto tutaj rządzi i potraktować go z przycisku i wyłączyć bez jego woli. Niestety jak to w salach informatycznych. Komp stoi obok kompa i jakoś nie przyszło mi na myśl że mój komp to jest ten po prawej stornie ekranu tylko nie namyślając się długo zresetowałem kompa kumplowi który siedział po mojej lewej foczej stronie. Dramat polegał trochę na tym że kompy te maja taka opcje że po wyłączeniu automatycznie usuwają całe gówno które studenckia brać na nich zostawiła podczas korzystania z nich. I tak kumpel po włączeniu nie miał już swojej pracy. Na szczęście miał jeszcze trochę czasu żeby to od tworzyć. Ale wyrzuty trochę mam (tak... mam sumienie... czasem)... Koniec.

A jutro opowieść o dinozaurach.
Foka

poniedziałek, stycznia 21, 2008

Klasa-Nasza warta mniej niż pasza...

Dobra. Piszę do Was tuż przed egzaminem z Baz Danych (zwanych Al-Kaidami). Jednak temat jest dla mnie tak palący że nie mogłem się doczekać kiedy wyrzucę to z siebie i będę miał spokój po wszeczasy i o jedną kalarepe dłużej. Więc co to chodzi. Chodzi o pewne zjawisko które zaistaniało jakieś kilkanaście miesięcy temu. Przez następne kilka miesięcy siedziało w swoim grajdole i nikomu nie przeszkadzało i nagle jakiś debil wygrzebał to dziadostwo z jego dziury i niczym Bóg pokazał wszystkim. A ludzie z radości zaczęli spożywać owce, leniwce, orangutany, płatki śniadaniowe i przetwory owocowe. Chodzi oczywiście o portal nasza-klasa.pl. Może to będzie teraz obrazoburcze i wiele osób będzie na mnie patrzało jak na wiewiórkę ale w cale nie zamierzam przyłączać się do wszystkich którzy mówią "och... dzięki naszemu wspaniałemu poratlowi udało nam się połączyć po latach...". Dupa, dupa, dupa... Ogólnie jestem zniesmaczony całą tą akcją z panem gąbką na czele. A w zasadzie to nie tyle jestem zniesmaczony co zadziwiony. Dziwi mnie to tym bardziej że sam się temu poddalem i teraz jak na to patrze to uważam że jestem pała i bucem. Po pierwsze: po raz pierwszy w historii widzieliśmy 4 miliony osób które z uporem świnki morskiej spędzało po 8 godzin dziennie próbując wejść na stronę która nie oferowała nic więcej niż obraz jakiegoś kawałka sera w kapeluszu w biedronki. Dziwi mnie że nikt nagle nie powiedział do siebie: "Dupa... jak mam czekać cały dzień żeby zobaczyć co u moich znajomych z przedszkola to mam to gdzieś i idę sobie". No właśnie. Drugą rzeczą jest to co już poruszyłem w przykładowym cytacie w poprzednim zdaniu. Co nas tak naprawdę obchodzi to co robią dzisiaj ludzie z którymi chodziliśmy 13 lat temu do szkoły. Jeżeli by nam tak naprawdę zależało na nich to byśmy nie zrywali z nimi kontaktu. Pomijam tutaj jakieś dramatyczne sytuacje w których źli ludzie siłą oddzielili nas od naszych przyjaciół i zamkneli w klatce na 5 lat i teraz nie wiemy co się działo. Po trzecie ja osobiści uważam że ludzie wcale nie mają takiego pędu do poznawania swoich dawnych znajomych. W zasadzie co mnie interesuje ktoś kogo nie widziałem 12 lat i nie mam z nim związanych żadnych wspomnień. Mniej więcej tak samo dużo nas łączy z tymi ludźmi co z paniami które sprzedają mięso w biedronce. I przyszłość tego wszystkiego jest taka że jak już wszystkich zaprosimy do naszych znajomych to ich wszystkich olejemy bo okaże się że wcale nie są interesujący. Na ten przykład ja mam 200 znajomych i może gadałem z 8 osobami. I wcale mnie te rozmowy nie wciągneły. Czwartą rzeczą która mnie fascynuje jest to że po raz pierwszy na masową skalę ludzie zdecydowali się w internecie wyjść z ukrycia i pokazać swoje wiejskie twarze. Nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę ale tak naprawdę nasza-klasa jest to jedyne miejsce na świecie (poza książką telefoniczną) w którym mamy adresy do 4 milionów ludzi których możemy znaleźć po imieniu i nazwisku. Oglądamy taniec z gwiazdami. Widziamy Kasia Tusk. Myślimy fajna laska. Idziemy do kompa. Wpisujemy Kasia Tusk i jeżeli Pan Premier nam z telewizora nie powie: "łapy precz od mojej córki" to spokojnie możemy sobie z Nią nawiązywać kontakt. Dziwne. Tyle lat się ludzie ukrywali pod pseudonimami żeby teraz wszystkim się ujawnić na jakimś badziewnym forum tylko po to żeby zobaczć że Kasia z przedszola jest teraz przedszkolanką a Mietek z podstawówki jest teraz w podstawówce. I teraz ostatnia rzecz. Zastanówmy się trochę czy popularność tego wszystkiego nie jest po trochu taką typową polską cnotą która polega na tym że ujawniamy się w takich miejscach nie po to żeby zobaczyć starych ziomków. Tylko po to żeby pokazać że nam się lepiej powodzi niż innym i zarazem mieć satysfakcję z tego że ten który nam kiedyś w szkole dokuczał teraz kisi ogórka w biedronce w częstochowie a ja jestem mega zajebistym studentem z Wyższej Szkoły Kulty Społecznej i Medialnej im. Św. Tadeusza Rydzyka w Toruniu?... Czekam na komentarze. A więc: Nasza-klasa kutasa nie okrasza...
Foka

niedziela, stycznia 20, 2008

Hryczyczyczek...

Oto zagadka. Co to jest: jest pomarańczowe i kopie? Oczywiście koparka. A co to jest czarne i kopie? Jeszcze bardziej oczywiste że jest to cień koparki. A teraz co to jest: szare i kopie? Nie... nie jest to zpopielona koparka ani nie jest to koparka albinos. Szary i kopiący jest oczywiście (jak się pewnie wszyscy domyślili po tytule) Chomik! I to nie byle jaki bo Dżungalski. Ale szarość i kopiącość nie są jego jedynymi zaletami. Jest też mały i się wspina i ma czarne oczka i gryzie kraty i domek w klatce. Pewnie teraz wszyscy nie mogą z podniecenia wysiedzieć bo zastanawiają się po kiego grzyba wasza Foka pisze o jakiś Chomikach i to jeszcze Dżungalskich. Otóż to. Od listopada ubiegłego roku Foka jest dumnym posiadaczem takiego właśnie Chomika. A w zasadzie jego połowy bo druga połowa jest okupowana przez Foke Alinę. Nie jest też jasne która połowa chomika jest moja. Foka Alina twierdzi że chomik jest podzielony wzdłuż, ale coś czuje że Alinka jednak zajęła te lepsze części Choma i mnie została tylko dupka, pachy i kakaowe oko (które to oko jest niewidoczne na szarym futrze Choma tak że części moich posiadłości nigdy nie widziałem). Chomik na też szereg dodatków które powodują że czasami mam ochotę sprzedać swoje udziały w nim i wyjechać na Seszele... Otóż dziad wygryza dziury w różnych badziewach, robi co noc prawdziwą borutę oraz w ogóle nie chce biegać w kółku. Tak się już cieszylem. Kupiłem turystyczny generator prądu, podłączyłem do kółka a on nie biega. Czasami go ręką próbuje tam zagonić ale raczej jest oporny na inowacje. Za to ma Edward (imie Choma) kule do biegania w niej. Ogólnie fajne urządzenie. Wkładasz choma i puszczasz na chatę i on sobie chodzi i jest ok. Przed snem się wyszaleje i potem w nocy nie napierdala. Jednak ostatnio w ferworze walki przed kołem z matematyki wychodząc z pokoju i udając się w kierunku kibla niestety nie zauwarzyłem że chom akurat sobie jedzie po korytarzu. Efekt tej akcji można podsumować jednym stwierdzeniem. Chomik teraz dokładnie wie jak czuje się piłka podczas finału Ligi Mistrzów. Gola nie było bo trafiłem w scianę. Ogólnie to teraz troche się boi wchodzić do tej kuli ale ja go nauczę. I to tyle na tyle opowieści o moim Hryczyczyczku (chom po czesku).

Oczekujcie na dalsze częsci moich wywodów.

A oto plan na nastepne pare dni:
Jutro: Filozoficzno-Obrazoburcze wywody pod tytułem: "Nasza-klasa nie warta kutasa"
Pojutrze: Triller o tym jak zresetowałem kumplowi komputer pod koniec kolokwium z baz danych.
W następne dni: Aktykuł naukowy o tym dlaczego wymarły dinozaury (bo jadłu jajka)...

sobota, stycznia 19, 2008

Regresja... Degresja...

Regresja... Degresja... Antyprogresja... Dekoniunktura... Pochodna ujemna... Ujemne nachylenie... Nachylenie spadkowe... Spadki na giełdzie... Na giełdzie bessa... bessa życia... życie bez celu... Kryzys roku III. Nowego... Czy lepszego? Zależy od pytającego... Zapewne innego. Parzystego. 2008. Ale i nieparzystego. Trzeciego. Wielkie odkrycie tego, że dyplom jest to niczego. Głupie jest też to że nie ma niczego lepszego. Ani trudniejszego. Ani łatwiejszego. Ludzka twarz doktorów którzy dają oceny za aktywność a zarazem wpisują dynie z satysfakcją. Opowieści o matematycznej stronie ekonomii. I co z tego? Skoro i tak nikt o tym nie wie? A skoro nikt o tym nie wie to poco my mamy o tym wiedzieć? Na pewno nas nikt o to nie zapyta. Eksterminacja heteroskedatyczności modelu. Heteroskedastyczność modelu? To zmienne odchylenia od degresji życia. Dowód egzystencjalności cybernetyki ekonomicznej. Wystarczy jedna linijka. Dowodem jest to że o niej piszemy. To co ? Pijemy za studia? Nie... ja jestem z cybernetyki... i za to nie pije...

piątek, stycznia 18, 2008

Back in black...

To ptak! Nie to samolot! Nie to Foka wraca na swojego bloga. Ogólnie co się stało? Nic. Ostatnio wszedłem sobie tutaj i zacząłem czytać to co tutaj kiedyś produkowałem i postanowiłem znów coś pisać. Może ktoś będzie to czytał a może nie. Jeżeli tak to oklaski jeżeli nie to palec w oko.

Więc co się działo przez ostatnie 2 lata. Ogólnie nic ciekawego. Przeczekaliśmy Kaczorów. Ciężki to był czas dla nas wszystkich ale już koniec i możemy się cieszyć. Ogólnie można to wszystko skwitować jedną zdaniem. 2 lata rządów ludzi którzy postawili sobie za cel pokazać nam wszystkim wszelkie zamaskowane układy i inne żydo-masoneryjne formacje dowiodły faktu że żadnego układu nie ma i nigdy nie było. A masoni są tak jak zawsze byli.

Co jeszcze. Otóż mamy bessę na giełdzie. Oczywiście wszyscy mówią że spadki są tylko przejściowe i za 2 miesiące znów wszyscy będziemy się taplać w spekulacyjnym szmalu. Ale nie dajmy się zmylić. Od roku raczej nie można zarobić na giełdzie. Nawet jeżeli na imię mamy Warren a na nazwisko Buffett.

I co jeszcze. Nic. Foka jest taka jak była. Może mniej groteskowa i mnie surrealistyczna ale się rozkręci. Tak tak. Ja wam jeszcze pokaże. Pokaże Wam Ja jeszcze...
Foka